Jak to dawniej bywało, jaki był los młodych pasterek i pasterzy, baców i hulajników, jak wyglądała gospodarka na polu opowiadała nam często, gdy jeszcze żyła, nasza ciotka Anna Płoskonka z Rycerki Górnej "Hanka z poczty".

Oto jej wspomnienia: 

"Za czasów naszej młodości latym wyganiało się bydło i łowce na gronie na letni wypas. Szło się z bydłem i trwało to do jesieni do św. Michała. O mój Boże, co to były za fajne czasy dla dziewek i parobków, prowdziwy roj na ziemi. Było bardzo biednie, ale wesoło i scynśliwie. Można rzec "ubogo ale hyndogo". W końcy lipca chłopi i parobcy śli kosić takom lichom trowe, co to nazywano kudłom, śkutom albo cipcinom, bo była mało i ostro, najgorse było ją kosić, jak świeciło słonce, była pogoda. Wiecór na polanak jino słychaj było zbrynk kliepanych kos, żeby rano skoro świt już zacynać kosić, nojlepij po rosie. Baby z zawionzanymi smatkami na głowie, w długik spódnicach sły grabić, susyć skosonom trawę.

Nojpierw łostrzonsały pokosy, kolie połednia jak świeciło słońce zgrabywaly na pozorki i pod wiecor wynosiły w trowniach zo zbuckow na słońce w jedno miejsce.

Chłopi po ciynźkiyj pracy jedli przyniesionom przez baby ze wsi spyrke wyndzonom albo prosto z puciyrki. Był też ogrzewany syr wymiensany z masłym i z cebulom oraz placki ze ziemnioków, podpłomyki piecone z monki w piecu chlebowym na liściak z kapusty. Pili gynste mleko abo wodę ze źródełka i kurzyli se fajcok z macherzyny.

Byli na polanak po kiela nie pokosili i posusyli skosonego siana. Po tym zwozili siano furmani końmi. Było to bardzo trudne zajyńci, koń musioł być leki i bardzo zwinny.

Siano układali na duże grabiniaste wozy, na som wierch po nałozyniu siana na górę, dawało się duzom żerdź zwaną powonzym.

Nieroz sie zdarzało, ze koń ni móg wyciongnąnć wozu na wiyrch gronia, to trzeba było siano ciągnąć samociąż na gałynziak na doł. Siano było wionzane w batogi w trownicy. Jak sie juz skosiło, łodrosła  na nowo trowa, łosprzestrzeniło sie kolie sopki było próżno, to przygoniali krowy ze wsi na stowani (bacowani).

Przed wygonem krowy nojpiyrw pokropili świnconom wodom, łokadzili, pogłaskali kocankom łod Zielonyk Świontek, robili to tymu, by krowy były piykne jak ta kocanka.

Dziywki obładowane skopcami, konewkami, cedzidłami i pościelom sły ku groniu odpocywajonc, były bardzo zaochane i zgrzote, z każdej kapała woda. Z drugiej strony  były rade ze pore tydni bydom na swobodzie daleko łod chałupy i łojców.

Każdy bogatszy gazda mioł sopke krytom syndziołami, dach był ku samej ziymi. W środku sopki była przegroda dla krów, a mnijso dlo pastyrzy. W sopce nie było łokiynka jino jedne dźwierze, przez które się wchodzio i przeganiało krowy, jałówki i cielynta. W tej siyne na jednej stronie  były zrobione z desek półki ka sie stawiało mlyko, jedzyni, a z drugiej strony bły zrobiony wyrek (legowisko) na kolickak z żerdzi. Na to dawało sie siano i przykrywało płachetkom robionom ze lnu. Była pierzynka z piórek albo siana. Na środku na ubitej glinie obłożonej kamieniami było palenisko, bo jak dysc loł to się w środku w sopce warzyło jedzyni, a jak była  pogoda to watra poliła się na polu przed sopkom.

Na dwok kamieniak była położono grubo blacha z dziurami, to sie na niom dawało gornek i tak sie warzyło mlyko albo innom strawę. Gorki były corne łod dymu, ale w środku były wymyte i cyste. Dym ze sopki wychodził sparami i dźwiyrzami i dachym przez spary w syndziołak.

Wsyćko woniało piyknie dymem, nie było much, ani zodnego robactwa, cynsto scypało w łocy.

Życie było bardzo trudne, ale ciekawe i wesołe. Na każdym groni dziywki stowały z krowami. Dziywki posały krowy popkiela sie nie zamłodziło po buckak, koło krudów ka sie nie dało wykosić oraz po lesie pańskim. Po lesie pasło się wtedy, kiedy była mgła coby gojny nie widzioł. Krowy miały na syji przywionzane klowace zeby się nie gździły, dzwonki oraz zbyrcoki. Chodziło się tyz do ślogu na maliniok i basakier, było to potrzebne ku dojyniu. Wymagało to tyz duzej cujności, bo nie było wolno, gojny mógł nałożyć strof (karę) abo strasył dziywki ze podaruje jak się śnim przehynom."

c.d.n.

Źródło: Kalendarz Żywiecki 2001, artykuł pt." Pasterskie Wspominki" Władysława Bułki

Zdjęcia: Obrazy - google

Udostępnij Drukuj E-mail